Kalendarz

Październik 2017
P W Ś C P S N
« wrz    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwa

Katygorie

Mitologia

Nie-moja recenzja „Mrocznej Toni” Tricia Rayburn.

Witajcie,
Dzisiaj postanowiłam wrzucić recenzję innej blogerki. „Mroczna Ton” Tricia Ryburn. Mimo tej recenzji chciałabym przeczytać i kupić, by mieć całą trylogie na półce. Jak na razie się na to jednak nie zanosi. Adres bloga TUTAJ.

Czytaj więcej

Recenzja „Urodzona bogini część 2″ – P.C. Cast.

Witajcie,
Jestem tak bardzo szczęśliwa i poruszona, a zarazem smutna, bo dzisiaj skończyłam czytać „Urodzą boginię część 2″ – P.C.Cast. Powiem tylko – nie zawiodłam się. Opisy poszczególnych części o mitycznym Pathalonie znajdziecie TUTAJ

urodzona-bogini-tom-2-b-iext23108957

MOJA RECENZJA:

Trudno mi opisać, co przezywałam dzięki tej książce. P.C. Cast nie zawiodła mnie i dała mi co chciałam przeczytać – wspaniałą historię miłośną oraz drogę do odkrycia siebie samej. I chociaż Morrigan wkurzała mnie w piewszej części to w tej naprawdę i szczerze oraz do końca zdobyła moją sympatię. Okazała się miła, kochająca, przepełniona dobrocią, ale nękana przez siły zła. Znalazła jednak miłość, zaufanie, lojalność, i posłuchała swojego honoru. Wygrała, poświęcając się, chociaż musiała wycierpieć wiele przez tych kilka dni, które spędziła w Podziemnym Królestwie Sidecie.  Czytaj więcej

Recenzja książki „Urodzona Bogini część 1″ – P.C. Cast.

Witacie,
Własnie kilka sekund temu skończyłam czytać książkę i jestem jeszcze pod jej wielkim wrażeniem. „Urodzona Bogini część 1″ – tak jest to kolejna książka mojej najukochańszej autorki DN. Szkoda tylko, że w Bibliotece nie ma więcej ej powieści (oprócz „Domu Nocy”, który polecam). Te dwie części zostały wydane najpóźniej.  Ja już wcześniej dawałam opisy poszczególnych części: znajdziecie je TUTAJ

urodzona-bogini-czesc-1 Czytaj więcej

Recenzja książki „Powrót bogini – część 1″ – P.C. Cast.

Witajcie,
I jestem z powrotem. Wczoraj skończyłam czytać „Powrót bogini – cześć 1.” – P.C.Cast. Książka nie jest pierwszą z cyklu ”Partholon”. Jest to trzeci tom. Dwie pierwsze to „Wybranka Bogów część 1 i 2.”.

OPIS KSIĄŻKI:

Shannon prowadzi szczęśliwe życie w mitycznym Partholonie. Wojna z Fomorianami skończyła się zwycięstwem, jej mąż, szaman ClanFintan, wrócił do domu. Poddani kochają ją i czczą jako wybrankę bogini Epony.  Nic nie zapowiada nadciągającego niebezpieczeństwa… Pewnego dnia Shannon traci przytomność. Budzi się w realnym świecie, z którego tak łatwo zrezygnowała i od którego odwykła. Powrót do rzeczywistości okazuje się bardzo bolesny. Za Shannon trafiły tu też siły zła, gotowe zniszczyć wszystko, co jest jej drogie. Czytaj więcej

Fragment książki „Urodzona Bogini – część 1″ P.C. Cast.

Witajcie,
Dzisiaj kolejny fragment z cyklu P.C. Cast. Jest to pierwsza z dwóch części najnowszych powieści opowiadające o magicznym, równoległym świecie „Partholon”.


Czytaj więcej

Recenzja książki „Wybranka bogów cz. 1″ P.C.Cast. Oczywiście nie jest to moja recenzja.

Witajcie,
Dzisiaj wrzucę na szybko recenzję „Wybranki Bogów cz. 1″ P.C.Cast. Podkreslam, że nie jest to MOJA RECENZJA. Ja nie miałam jeszcze okzaji przeczytać tej książki. I czasem wątpię abym ją kiedyś dostała. Może kiedyś po kolei uda mi się zakupic całą serie. Kto wie?
W kazdym razie recenzja pochodzi STĄD. Ja jestem w trakcie czytania „Powrót Bogini część 1″.

Czytaj więcej

Fragment książki „Wybranka Bogów – część 2″ – P. C. Cast.

Witajcie,
Dzisiaj postanowiłam dodać fragment drugiej części „Wybranki Bogów” z Cyklu Pathalion”. Jejku, jak ja bym chciała przeczytać te książki. Musze się wybrać do biblioteki i zapytać o nie. Wciąż jest to moja ulubiona autorka. Przekonała mnie do siebie „Boginią Oceanu”. Szkoda, że wydawnictwo ic nie wspomina o wydawaniu kolejnych części. Może zapytam się ich o to na Fb. Kto wie, może mi odpowiedzą?
Wkrótce na blogu pojawi się recenzja „Zmierzchu”, jakoś naszla mnie ochota na Edworda.

FRAGMENT KSIĄŻKI „WYBRANKA BOGÓW CZĘŚĆ 2″.

Tym razem moja dusza nie uwolniła się z ciała w trakcie miłego snu. Żadnych wstępów, usłyszała tylko krótki rozkaz:
- Chodź!
I od razu wyprysnęła z ciała. Przeniknęła przez ozdobiony diamentowymi gwiazdami sufit i zawisła nad olbrzymią świątynią. W pierwszej chwili byłam trochę zdezorientowana, bowiem świątynia spowita była w mgłę… nie, to nie była mgła, tylko chmury, które wiatr przygnał wieczorem. Zawisły nisko nad świątynię, górami i rzeką. Ale noc, chociaż pochmurna, była pogodna, a rozświetlona świątynia rozbrzmiewała śmiechem, muzyką, wesołymi okrzykami. Czyli, jak to się mówi, duch w narodzie nie zginął.
Moje niematerialne ciało zaczęło przesuwać się w kierunku zachodnim. Co jakiś czas udawało mi się dostrzec między chmurami zielone pola, które ciągnęły się od Świątyni Muzy aż do Zamku Laragona. Leciałam tak i leciałam, aż nagle poczułam znany mi już ucisk w dołku. Wyjątkowo znamienny i wyjątkowo nieprzyjemny.
Zwalniałam coraz bardziej, aż zatrzymałam się z oczyma wbitymi w ziemię.
Nagle moje serce zabiło jak dzwon, a krew zaczęła pulsować w skroniach w zawrotnym tempie.
Bo tam, w dole, pola ożyły. Zieleń znikła przesłonięta przez armię stworów. Szli jak to oni, w kompletnym milczeniu, niezmordowani, dzięki skrzydłom wykonując te swoje nieprawdopodobne skoki.
Setki, tysiące gigantycznych insektów.
Nie! Nie! Zamknęłam oczy, błagając Boginię Eponę, by jak najszybciej pozwoliła mi powrócić do mojego ciała.

- Nie!
Mój przeraźliwy krzyk zelektryzował wszystkich. Szmer rozmów ucichł, umilkła muzyka, tancerki zmieniły się w nieruchome posągi.
ClanFintan natychmiast wyciągnął do mnie ręce.
- Rheo! Co się stało?
A ja trzęsłam się jak przysłowiowa galareta.
- Fomorianie! Już tu idą! Ubiegli nas! Weszli na pola świątyni!
W jednej chwili w zamkowej sali wybuchło prawdziwe pandemonium. Wszyscy zaczęli zrywać się z krzeseł i szezlongów, kobiety piszczały i krzyczały z przerażenia.
Aż ClanFintan podniósł rękę i zawołał gromko, stanowczo:
- Cisza! – Gdy wszyscy, i centaurowie, i ludzie zastygli, mój mąż, wspaniały wódz naczelny, zagrzmiał: – A nadeszła więc ta chwila! Ruszamy do walki! Przywódcy stad, zbierzcie wojowników na trawnikach po zachodniej stronie świątyni. Dougal! Wybierz najszybszego posłańca i każ mu przekraść się przez linię Fomorian! Ma dotrzeć do wojowników ludzi i przekazać wieść, że natychmiast potrzebujemy wsparcia! Wyślijcie też gołębie z tą samą wieścią! Centaurowie, pamiętajcie, Fomorianie nie mogą przedrzeć się przez nasze szeregi!
- Pobłogosław im, Wybranko!
W jednej chwili panika znikła. Cichy głos Bogini wlał do mej duszy spokój, siłę i odwagę, przekazał mi wolę działania.
Wstałam, a mój donośny głos docierał do najodleglejszego krańca wielkiej sali:
- Liczymy na wasze męstwo! A wiemy, że możemy na nie liczyć, bo wiemy, jacy jesteście silni i odważni. Wiemy, bo prawdziwej odwagi nie mierzy się miarą pospolitego okrucieństwa i drapieżnością kłów i szponów zniewalających kobiety i rozszarpujących napadniętych znienacka mężczyzn. Prawdziwa odwaga rodzi się z poczucia obowiązku, z głębokiego przekonania, że należy stanąć po stronie dobra i sprawiedliwości! I to właśnie w was widzę. Widzę szlachetność i prawość! Idźcie i pamiętajcie, że każdemu z was w tej trudnej drodze towarzyszyć będzie błogosławieństwo Epony, Jej wielka opiekuńcza przychylność. A ja zawsze i wszędzie sercem będę z wami!
Ściany sali zatrzęsły się od potężnego zbiorowego okrzyku:
- Sławmy Eponę!
A zaraz potem sala zmieniła się w morze opuszczających ją centaurów.
Wcielenia Muz zebrały się wokół surowej teraz na obliczu, skupionej Talii, która przemówiła do nich:
- Kapłanki! Nasze uczennice wiedzą, że w takiej sytuacji wszystkie mają zebrać się w tej sali. Pilnujcie ich i znajdźcie dla nich jakieś zajęcie, bo łatwiej będzie wtedy zachować spokój.
Kapłanki kiwały głowami, wyrażały słowa aprobaty, jednocześnie zwołując już swoje uczennice, które po wyjściu centaurów zaczęły pojawiać się w sali.
Obok Talii pojawiła się Sila i spytała:
- A może wasze uczennice zaczną gotować wodę? Wrzątek musi być zawsze w pogotowiu. Mogłyby też skubać płótno na szarpie. Ja w tym czasie zajrzę do chorych na ospę. Po powrocie poinformuję panią, jaki jest ich stan, potem pomogę uczennicom przygotować się na przyjęcie rannych.
- Świetnie, Silo. Zrobimy tak, jak poradziłaś.
Usłyszałam, jak ClanFintan woła Łowczynię. Kiedy Victoria podeszła do niego, położył rękę na jej ramieniu i zajrzał głęboko w oczy.
- Victorio! Chcę, żebyś podczas mojej nieobecności czuwała nad moją żoną.
Victoria przykryła jego dłoń swoją dłonią.
- Ruszaj do walki, przyjacielu, i nie martw się o Rheę. Będę jej bronić do ostatniej kropli krwi!
Wtedy mój mąż objął mnie i odeszliśmy trochę na bok. Przez długą chwilę po prostu patrzyliśmy sobie prosto w oczy, potem ClanFintan nachylił się, jego usta przywarły do moich warg. A ja przywarłam do niego, chłonąc całą sobą smak i zapach męża. Po pocałunku ClanFintan objął moją twarz, a ja byłam już całkiem rozklejona. Wargi drżały, powieki latały góra-dół, żeby powstrzymać łzy. A tak bardzo nie chciałam, żeby idąc do walki, mój mąż zachował w sercu widok roztrzęsionej niedorajdy.
- Pamiętaj, Rheo, urodziłem się po to, żeby cię kochać. Jesteś częścią mnie, tak samo częścią mojej duszy. Jeśli ty będziesz bezpieczna, część mnie na zawsze pozostanie bezpieczna.
- Nie, ClanFintanie! – przerwałam mu gwałtownie. – Tobie po prostu nie może stać się nic złego! Nie może! Nie opowiadaj mi tych bajek, że jak ja jestem bezpieczna, to ty też. Pragnę, żebyś wrócił cały i zdrowy, dosłownie cały i zdrowy, a nie w duchowej postaci! Proszę, obiecaj mi to. Jeśli stanie się inaczej, ja tego nie przeżyję.
- Rheo, ty…
- Przyrzeknij!
- Przyrzekam! – Powiedział to tak żarliwie, że zdumiało to nawet mnie. Przytulił mnie mocno i pocałował w czubek głowy. – Trzymaj się Victorii, Rheo, proszę. Kiedy to wszystko się skończy, odnajdę ciebie.
Puścił mnie i nie oglądając się za siebie, wybiegł z sali.
Po chwili znów usłyszałam koło siebie stukot kopyt o marmurową posadzkę. Kopyt Victorii.
- Rheo, Talia powiedziała, że możemy wejść na dach świątyni. Podobno nie jest łatwo tam się dostać, ale ja i moje Łowczynie na pewno damy radę. Chodź, będziemy stamtąd wszystko obserwować.
- Przecież jest ciemno.
- Tak, ale za kilka godzin nadejdzie świt.
Zauważyłam, że do sali weszły pozostałe Łowczynie, wszystkie z kuszami i kołczanami pełnymi groźnych strzał. Wszystkie bardzo opanowane, pewne siebie, bez cienia lęku, co bardzo dobrze na mnie podziałało, a przede wszystkim wyrwało ze stanu odrętwienia.
- Vic, skoczę tylko do siebie na chwileczkę i przebiorę się w strój do konnej jazdy.
- Biegnij. – Skinęła głową. – Czekamy tu na ciebie.
Kiedy po kilku chwilach wróciłam do sali, zauważyłam, że w tym czasie zrobiono tu coś naprawdę pożytecznego, mianowicie uczennice posprzątały ze stołów i zsunęły je pod ścianą, a nad paleniskami w kominkach pozawieszano kotły, niewątpliwie z wodą. Między dziewczętami kręciły się kapłanki, które udzielały rad i dodawały otuchy.
Victoria i pięć Łowczyń, które zdążyłam poznać w Świątyni Epony, stały pod przeciwległa ścianą. Victoria dała mi ręką znak, żebym podeszła do nich. Kiedy ruszyłam tam, na moment zatrzymała mnie Talia i wręczyła mi długa i wąską rurkę z brązu.
- Przez to będziesz widziała lepiej.
Była to luneta, rzecz w tej sytuacji wprost bezcenna. Chciałam podziękować Talii, ale już odeszła, by uspokoić kilka roztrzęsionych dziewcząt.
Łowczynie stały w pobliżu gotyckich odrzwi, za którymi widać było okrągłą jak w wieży klatkę schodową. Logicznie więc, że schody były kręcone i wąskie.
- Talia powiedziała, że tędy wchodzi się na dach – poinformowała mnie Victoria i pierwsza ostrożnie wstąpiła na schodki. Poszłam za nią, a za mną pozostałe Łowczynie. Miejsca naprawdę było niewiele. Kiedy Łowczyni rozłożyła ręce, jej dłonie dotknęły ścian, co zresztą podczas tej karkołomnej dla niej wspinaczki było bardzo pomocne.
- Jeśli potkniesz się i przewrócisz, zmiażdżysz mnie, kotku – zakomunikowałam jej słodkim głosem.
Victoria, nie odwracając się do mnie, oświadczyła:
- Łowczynie nie mają zwyczaju się potykać.
- Cale szczęście…
Podążająca za mną Łowczyni, chyba Elaine, roześmiała się.
Czyli prawdą okazało się to, co o nich mówiono: Łowczynie mają nerwy ze stali.
Ja nie. Na szczęście w chwili, gdy byłam już całkowicie przekonana, że ta cholerna spirala ze schodków nigdy się nie skończy, przed Victorią pojawiły się identyczne jak na dole gotyckie odrzwia, a zaraz potem jej kopyta zastukały o dach. Wkroczyła tam i odsunęła się na bok, robiąc nam przejście. Po chwili wszystkie znalazłyśmy się na balkonie z balustradą okalającym kopulasty dach. Balkon nie był szeroki, dlatego Łowczynie ustawiały się bokiem, a kiedy się mijały, jedna musiała po prostu przykleić się do ściany. Balustrada była bardzo solidna, między drążkami stały wielkie gliniane donice z bujnym geranium i bluszczem opadającym po ścianie jak zielony wodospad.
Victoria z niesmakiem spojrzała na piękną zieleń.
- Zrobiły tu sobie ogród, zamiast przysposobić to miejsce do obrony!
- Przecież jesteśmy w szkole, Victorio! I to w szkole dla dziewcząt, a nie w akademii wojskowej.
Poczułam się w obowiązku bronić tego miejsca, które dla Rhiannon było czymś w rodzaju uniwersytetu, partholońską uczelnią. A ja, Shannon, gdyby ktoś zaczął gadać na Uniwersytet Illinois czy kluby sportowe z tej uczelni (Do boju, Illini!), od razu bym się zjeżyła.
Ale Vic i tak prychnęła z oczywistą pogardą. Identyczny dźwięk wydały z siebie pozostałe centaurzyce, po czym Wielka Łowczyni rozkazała:
- Rozstawcie się co kilka długości twarzą na zachód. Dajcie znać, kiedy zauważycie wojsko.
Łowczynie karnie wykonały polecenie, natomiast ja sama wyznaczyłam sobie pozycję, oczywiście koło Victorii.
Stałam tak, wpatrując się w nadchodzący świt, i umierałam ze strachu o ClanFintana.
- On jest wielkim wojownikiem, Rheo – półgłosem powiedziała Victoria.
- Dobrze wiesz, że nawet największy wojownik, gdy zostanie ranny, krwawi… – odparłam w napadzie paniki. – Och nie! Victorio, ja tego nie wytrzymam! Może powinnam postarać się zasnąć, może wtedy mój duch go odnajdzie…
- To nie jest dobry pomysł, Rheo. ClanFintan od razu wyczuje twoją obecność, a podczas walki nie powinno się go rozpraszać, prawda?
- Masz rację. Tyle że ja nienawidzę takiego czekania.
Victoria ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Ja też, Rheo. Ja też…

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Czas mijał. Victoria i ja w milczeniu trwałyśmy na balkonie wokół kopuły świątyni, wytężając wzrok i słuch. Niestety, jedyne odgłosy, które docierały do nas, to szelest bluszczu, którym bawił się wietrzyk, a także śpiew skowronka, który jak zawsze witał nowy dzień z niewinną, rozczulającą radością. Nawet taki pochmurny, posępny dzień jak ten. Zaczynało się już przejaśniać, ale i tak było brzydko i szaro, ponieważ chmury, które pojawiły się w nocy, wyraźnie zamierzały tu pozostać. Zauważyłam też dziwną mgłę, która nadciągała znad bagien i spowijała w swoją gęstą szarość całą okolicę.
Nagle mnie olśniło.
- Victorio! Przecież Carolan mówił, że Fomorianie unikają dziennego światła! Dlatego zaatakowali dziś, bo pogoda im sprzyja!
- Tak… – Ponuro pokiwała głową.
Na północy co jakiś czasy ukazywały się między chmurami góry otulone mgłą. Przystawiłam lunetę do oka i skierowałam ją w tamtą stronę, dokładniej w stronę góry znajdującej się najbliżej świątyni. Gdy nastawiłam ostrość, zobaczyłam górę bardzo wyraźnie. Tylko górę, żadnych stworów. Jeszcze nie.
Spojrzałam na las, również otulony szarością. Był cichy, wciąż pogrążony we śnie, sprawiał wrażenie oazy spokoju. Dalej więc przesuwałam lunetę po okolicy, aż w pewnym momencie przez szarość przebiła bardzo żywa zieleń. Pomyślałam, że to właśnie tam zaczynają się Bagna Ufasach.
I dalej przesuwałam lunetą, nie zdążyłam jednak wrócić do punktu wyjścia, ponieważ nagle usłyszałam krzyk Victorii:
- Tam!
Błyskawicznie oderwałam lunetę od oka. Victoria wskazywała na zachód, na ciemną smugę na horyzoncie. Znów popatrzyłam przez lunetę, niestety moje ręce drżały jak w febrze.
- Proszę. – Wręczyłam lunetę Victorii. – Nic przez nią nie zobaczę, bo moje dłonie dostały wariacji.
Łowczyni przyłożyła lunetę do oka i nastawiła soczewki.
- To ostatni szereg naszych łuczników – zakomunikowała.
Doskonale pamiętałam ten oddział centaurów uzbrojonych w bardzo groźnie wyglądające wielkie łuki i kołczany z długimi, ostrymi strzałami.
- Są dobrzy? – spytałam.
- W Partholonie lepsi od nich są tylko łucznicy Woulffa.
- W takim razie szkoda, że go tutaj nie ma.
- Szkoda… – mruknęła Łowczyni, dalej pilnie wpatrując się przez lunetę na zachód. – O, strzelają, bardzo wysoko… A teraz widzę wojowników. Czekają, aż łucznicy skończą.
Zaczął siąpić deszcz, z widocznością nie było najlepiej, ale kiedy wytężyłam wzrok, udało mi się dojrzeć w oddali nie tylko szereg łuczników, lecz także ławice strzał cyklicznie ukazujące się na tle nieba. Najpierw wzbijały się w powietrze, frunęły do przodu i pikowały ku ziemi.
W pewnym momencie przed szeregiem łuczników dostrzegłam jakieś błyski.
- Victorio, co to?
- Centaury dobyły miecze z pochew – powiedziała beznamiętnym głosem, jednak na tyle głośno, by usłyszały ją pozostałe Łowczynie. – Już ruszyli.
Kiedy tak jej słuchałam, z jednej strony czułam na plecach lodowaty dreszcz, a z drugiej… a z drugiej mimo wszystko cała ta bitwa wydawała mi się czymś nierealnym. Jakbym oglądała program w telewizji. Bo naprawdę trudno mi było uwierzyć, że gdzieś tam, tuż za srebrzystą linią lśniących mieczy, jest mój mąż.
- Vic, co się dzieje?
- Popatrz sama – powiedziała, podając mi lunetę. – Właśnie rozpoczęła się bitwa.
Otarłam zwilgotniałą od mżawki lunetę i opierając się mocno łokciami o balustradę (ręce nadal dygotały) przyłożyłam lunetę do oka. Zobaczyłam, jak łucznicy ustępują placu i z szarości poranka wyłania się długi szereg centaurów z mieczami. Łucznicy dołączają do nich, wydłużając szereg z prawej i z lewej strony, i też wyciągają miecze. Niestety twarzy nie byłam w stanie dojrzeć, zresztą po chwili cały ten długi szereg odwrócił się do mnie tyłem. Fomorian nie widziałam, tylko barczyste plecy walczących centaurów. Część z nich parła do przodu, część cofała się.
- Niestety, Vic, nie mam bladego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi – powiedziałam zrezygnowanym głosem, oddając jej lunetę.
- Po prostu walczą – odparła Łowczyni. – To może trwać wiele godzin. Rheo, pamiętaj, pierwsza bitwa, którą się ogląda, zawsze wydaje się końcem świata.
- Rozumiem. Tym bardziej że nie możemy nic zrobić, tylko stać tu i patrzeć.
- No właśnie.
Więc stałyśmy i patrzyłyśmy. W południe uczennice przyniosły suchary, ser i mięso, a także bukłak ze słodkim winem.
- Przekażcie Talii, że sytuacja nie ulega zmianie – zawołałam za nimi, kiedy były już na schodkach.
- Talia wie, lady Rhiannon! – odkrzyknęła jedna z nich.
- Talia widzi bardzo dużo – powiedziała Victoria.
- Jestem tego pewna!
Jadłyśmy, jednocześnie nadal obserwując. Luneta krążyła z rąk do rąk. Każda z nas patrzyła przez parę minut, oddawała następnej i znów zabierała się do jedzenia. Kiedy w którymś momencie po raz kolejny odbierałam lunetę od Łowczyni Cathleen, byłam już po jedzeniu. Na deser wypiłam kilka łyków słodkiego wina i przyłożyłam lunetę do oka.
I poczułam serce w gardle.
- Victorio! Szybko! Ty popatrz! Co się dzieje?! Szybko, Victorio!
Błyskawicznie przystawiła lunetę do oka. Słyszałam, jak nagle odetchnęła głęboko, a potem… zastygła.
- Victorio!! Odezwij się!
- Fomorianie przedarli się przez szeregi centaurów – powiedziała głuchym głosem. – Los kobiet w świątyni został przesądzony.

Zwiastun pierwszej części trylogii „Syrena” – Tricia Rayburn.

Witajcie,

Dzisiaj zwiastun pierwszej części trylogii „Syrena. Naprawdę bardzo mi się podoba. Jest tajemniczy i intrygujący. Odpowiada on fabuleksiążki.